top of page

Kot Roman i kocimiętka

 

Był ranek. Wystawiłem pysk przez drzwi i wciągnąłem świeże powietrze. Coś we mnie drgnęło i prawa łapa przeszła przez próg. Zdębiałem, bo wcale nie myślałem wychodzić. Ale wyszedłem. Nie miałem czasu się nad tym zastanawiać, bo ślepo sunąłem w stronę miejsca, gdzie człowiek bawił się wczoraj bardzo długo. Wysokie trawy były jak otwierające się kolejno zasłony, przez które pełzłem nie zwracając uwagi ani na muchy, ani na ważki, które kołowały nad moim łbem.

Nagle osłabłem, łapy mi zmiękły i nieprzytomny zwaliłem się na zieloną poduszkę. Nie wiem, jak długo tak leżałem, starając się wybrać jak najlepszy bok. Niebo nad sobą widziałem jak przez mgłę. Gdzieś bardzo daleko słyszałem nawoływanie, słaby nieprzekonujący głos.

W pewnym momencie zacząłem wznosić się wyżej i wyżej. Człowiek trzymał mnie na rękach, a ja powoli dochodziłem do siebie. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że winny wszystkiemu był brak śniadania.

20260525123526_001_edited.jpg
© 2022 by Czarno-Biała Sroka. Proudly created with WIX.COM
bottom of page